• Wpisów: 401
  • Średnio co: 9 dni
  • Ostatni wpis: 1 rok temu, 11:09
  • Licznik odwiedzin: 127 304 / 3918 dni
 
blondeangel
 
Dostałam cynk, że wieczór panieński odbędzie się 2 tygodnie przed ślubem. Poza tym nie wiedziałam nic, a po głowie chodziły mi różne wizje. Oczywiście, ja – naczelny niecierpliwiec Rzeczypospolitej, nie mogłam znieść faktu, że nie jestem doinformowana o każdym szczególe! Dopiero dzień przed dostałam smsa: „Sukienka, szpilki, czekaj o 18”. Pół soboty spędziłam na szykowaniu się, a drugie pół na wpatrywaniu się w aurę za oknem – a lało jak z cebra… Postanowiłam jednak, że co jak co, ale pogoda nie popsuje mi nastroju! Sukienkę zmieniałam 3 razy – żadna nie była dość dobra na taką okazję! Gdy skończyłam się szykować, zegar wybił 18, więc pędem zapinałam wokół kostki czerwone szpilki, chwyciłam torebkę i wybiegłam. Gdy podjechała moja świadkowa, rozpadało się na dobre. Rozłożyłam więc czarny parasol, a drogę do taksówki pokonałam biegiem. Domi jednak była wyraźnie zła.
- Co jest, boli Cię coś? – zapytałam, widząc jej minę.
- Nie, nic. Zdaje Ci się! – po czym poleciła taksówkarzowi ruszać. Zdziwiłam się, ale ok., niech będzie. Pod lokalem czekały na mnie już Iga i Monika, siostra przyjaciela Pawła i jedna z fajniejszych dziewczyn. (nie wiem jakim cudem, ale o niej na pingerze jeszcze nie było. Fatalne niedopatrzenie!) Rozglądam się po raz kolejny… Będzie nas 4? Gdzie reszta?
- Ad, wchodzimy! Chodź, chodź! – pogania mnie Iga a ja mam wrażenie, że dziewczyny nadrabiają miną. Wchodzimy do wielkiej restauracji umieszczonej w piwnicach jednej z przedwojennych kamienic w centrum miasta. Nigdy wcześniej tu nie byłam, więc rozglądam się z zaciekawieniem. Lokal ma klimat, to fakt. Ściany z czerwonej cegły, punktowe światła nadające fajny, kameralny wygląd, stare, jakby drewniane stoły i… nowoczesne kanapy oraz stary bar, oświetlony ledami. Całość robi wrażenie. Nigdy nie widziałam, żeby stary klimat tak fajnie współgrał z nowoczesnością. Projektant ma gust.
- Ej laski co się dzieje? – pytam, gdy zajmuję miejsce na olbrzymiej czerwonej sofie w loży dla VIP-ów i widzę ich nieciekawe miny.
- Kochana, Ty się nic nie martw, Twoim największym zmartwieniem teraz jest wybór alkoholu. – dodaje ze śmiechem Monika.
- Właśnie! Musisz podjąć ważną życiową decyzję! Najważniejszą, można by rzec! – wygłasza mowę Domi – Co pijemy? Wódka, piwo, wino, drinki, whisky, burbon?
- Drinki. – odpowiadam machinalnie – Jestem na razie na lekach, dużo nie mogę pić.
- Spoko! Kelner, cztery razy Sex on the beach! Misie, a może coś przekąsimy na początek? – proponuje Domi.
- A co tu mają dobrego? – pytam, przeglądając kartę.
- Najlepsze są paluszki drobiowe w cieście piwnym, podają je z najlepszym w mieście sosem słodko-kwaśnym i z frytkami lub ziemniaczkami zapieczonymi w łódeczki.
- Jej, wycieram ślinkę z brody! – mówię, oblizując się – Zamawiaj!
- Się robi, kierowniczko! – salutuje mi Domi i podnosi się z sofy – Idę zamówić, a Wy tymczasem zabawiajcie naszą pannę młodą! – mówi i ledwo znika za rogiem, pojawia się kelner i nasze drinki.
- Dobra laski, teraz spowiedź. – wiem, że Iga jak się uprze nic mi nie powie, dlatego skupiam się na Monice – Nie wiesz kochana gdzie jest reszta dziewcząt? – pytam uprzejmie i dodaję – Gdzieś się będziemy przenosić czy coś? Uchyl rąbka tajemnicy!
- Ada, ja nic nie wiem, serio. – rozkłada ręce Monika – Poważnie.
- O czym nic nie wiesz? – wraca Dominika, więc teraz zaczynam jej przesłuchanie.
- O tym co z resztą panienek na moim wieczorku? – pytam i widzę, jak z każdym słowem jej uśmiech blaknie.
- Mówimy jej? – pyta Igę, a ta zrezygnowana kiwa głową.
- Ad, problem polega na tym, że reszty nie będzie. – Domi ostrożnie dobiera słowa – Nasza Emila nie dostała urlopu i jak wiesz, siedzi w Jukej. Z tego co wiem i na ślub też nie przyjedzie. Karina tak samo, zresztą sama wiesz że dopiero nową pracę znalazła i to trzyzmianową… Paula jest za granicą u siostry, wraca za tydzień. Marika podobno dzisiaj rano wyjechała, złapali jakieś last minute czy coś.
- A to cwaniara, wymiksowała się koncertowo, bo w południe dzwonił do mnie Paweł, poszedł kupić mamie płyn do okularów i widzieli się w sklepie. – mruknęłam. – A co z Majką?
- O tej mi w ogóle nie wspominaj. – skrzywiła się – Proszę, nie pytaj.
- Dominiko, ale ja jednak pytam. – mówię poważnie – Mów. Zniosłam tyle, zniosę i resztę.
- Z nią miałam masę problemów, bo żaden pomysł jej nie odpowiadał. To za drogie, to nie takie, a to za daleko… I w rezultacie Majka wymiksowała się dziś rano, kilka godzin przed i przez nią przepadła nam rezerwacja w pewnym miejscu. Nie pytaj w jakim Ad, i tak już za dużo powiedziałam. Najpierw miałyśmy jechać w pewne miejsce, a tu dopiero po 20-21. No, ale dość smęcenia! Laski, zaczynamy zabawę z prawdziwego zdarzenia!
- Może po jedzeniu? – pytam, bo choć jest mi cholernie przykro, to widzę przepyszne danie, które właśnie przyniósł pan kelner i normalnie czuję ślinotok, a mój nos wariuje od nadmiaru wrażeń. Przysięgam też sobie w duchu solennie odpłacić się za to, że tak mnie wyrolowały, choć informacje o panieńskim dostały jakoś w połowie maja… A dziś mam zamiar bawić się do utraty tchu! – obiecuję sobie samej i sięgam po paluszka drobiowego, który wygląda smakowicie.

C.D.N...

  •  
  • Pozostało 1000 znaków
Wyświetlanie: od najstarszego | od najnowszego
skomentuj
  •  
  • Pozostało 1000 znaków